Inowrocław 2015

plakat


Inowrocław to już niemal kultowy punkt na mapie imprez modelarskich. Dlatego też nie zabrakło nas tu i w tym roku.
Pojechaliśmy w mocnym składzie Lucky(debiut na inowrocławskiej imprezie), Mikser, Matti i Jorzik. Na miejscu dołączył do nas KayFranz.
Modele wypełniły cały bagażnik.
Ruszyliśmy ze spokojem, bo i droga dobra i nie daleko.
Mikser nasz nadworny komiwojażer, zmienił się, podczas jazdy fruwał gdzieś w obłokach. Oj to już nie ten sam Mikser co kiedyś. Po drodze postój na małą czarną w Gnieźnie i dalej.

Cel osiągnęliśmy o 13 tej, i byliśmy prawie ostatnimi uczestnikami. Tradycyjne rozpakowanie, formalności rejestracyjne i łapiemy na spokojnie oddech. Widać znajome buźki Kolegów.
Stoły zapełnione modelami bo to i plastik i karton, choć ten drugi w mniejszości.

Organizatorzy przygotowali dla modelarskiej braci bardzo dobrze zaopatrzony gastronomicznie bufet. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie, a za niewielka opłatą można było skonsumować obiadek.
Tak było przez oba dni festiwalu.
Zaczęliśmy szwędać sie po sali wystawowej i lukać na prezentowane modele. Wielu znajomych, więc okazja do rozmów. W międzyczasie pod halę zajechał van i poszła muza na cały regulator, a chłopaki zbierali co łaska na zbożny cel.

Około 17 tej udaliśmy się na kwaterę w Borkowie gdzie przy małym żółtym, oczekiwaliśmy na integrację.
O 19 tej większość modelarzy była już na miejscu i rozpoczęło się wspólne biesiadowanie.
Nie zabrakło tradycyjnego żurku, była biała kiełbaska, i złocisty napój. Pokrzepieni po 20 tej idziemy kibicować grającym w piłkę kopaną. Pierwszy mecz nieco chaotyczny. Na drugi kartonowcy zostali wyzwani przez plastiki. No i nie wyszło im to na dobre bo dostali 3:1 co utwierdza nas w przekonaniu, iż wybraliśmy jedynie słuszną drogę w modelarstwie. Zresztą jak ma się w składzie takie tuzy jak Piotrek, Jancio, Homer to nikt nie podskoczy.

Po zakończonym meczu nie było wymiany koszulek gdyż pora była jeszcze młoda i z powodu obecności młodocianych zawodników.
Natomiast chętnie ustawiano się do pamiątkowych fotek.

W międzyczasie na świeżo oddanych do użytku trzech wspaniałych obiektach trwały międzygalaktyczne mecze, o nie byle jaką nagrodę - wilkowyjskiego mamrota.
Zmagania były zacięte, nawet Jorzik dał się porwać i po pasjonującej walce wygrał swój mecz 7:6.

Tak wymęczeni zalegamy na sen, choć dwóch z naszej ekipy dostało szwędacza i ponoć spacerowali po okolicznych wsiach, jak się zapierali dla zdrowotności, gdzie psy na nich szczekały.

Dzień drugi też przynosi sporo atrakcji. Wyjazd na lotnisko zbiera wielu chętnych, mimo chwilowego pogorszenia się pogody.

Pozostali przemierzają salę wystawowa wzdłuż i wszerz. Liczne stoiska handlowe i inne kuszą. Kupić nie kupić popatrzeć zawsze można.

Ocena modeli dokonała się w sobotę, jednak Organizatorzy nie wywiesili list, wszystko owiane było tajemnicą.
Owa tajemnica prysła punktualnie o 13.30. Dziesiątki nagród, wyróżnień, medali i dyplomów wędrowała w ręce modelarzy zarówno kartonowych jak i plastikowych.
Nasza Pyra też miała w tym swój udział i to dość znaczący.
Koledzy: KayFranz wyróżniony został dwukrotnie za swoje miniaturowe szybowce, Lucky zgarnął 3 wyróżnienia za swoje samoloty i puchar za 3 miejsce w konkursie punktowanym (za F-15C), Matti'ego wyróżniono za RR Mk1 1920. Do kompletu dołączył Jorzik wyróżniony za model transportera Ka Tsu.
Wydawać by się mogło, iż to już wszystko i czas się zbierać, ale ostatnim punktem było wręczenie Grand Prix Modelarzy i tutaj Jorzika ścięła z nóg usłyszana zapowiedz, iż to on został wybrańcem.
Lepszego wyniku już nie dało się uzyskać. Co najlepsze do pucharu dołączono latający model samolotu, który natychmiast odleciał z rąk wysportowanego Jorzika.

Koledzy z ISMR jako Organizator imprezy stanęli na wysokości zadania. Przeprowadzili imprezę wręcz wzorowo. Sprawnie, zorganizowani, podział zadań, info, nawet punkt medyczny, to tylko niektóre atuty rzucające się w oczy. Oprócz samej wystawy , imprezy towarzyszące, nie pozwalały się nikomu nudzić i wypełniały czas . Zabezpieczenie kulinarne również wyśmienite.

Tak dobrze przygotowanych, przeprowadzonych i zakończonych imprez należy sobie życzyć w przyszłości i nie tylko w Inowrocławiu.
Mimo ogromnej ilości wystawianych modeli i takiej też ilości nagrodzonych, zakończenie zostało przeprowadzone bardzo sprawnie i bez opóźnień.
My tu byliśmy a co widzieliśmy i przeżyliśmy na papierze filmie i fotkach utrwaliliśmy.

Cóż, ta impreza to już historia, ale na horyzoncie widać flagę z numerem 10, aż strach pomyśleć co się będzie tutaj działo za rok.
Nas tutaj na pewno nie zabraknie.
Kłaniamy się nisko całej ekipie ISMR i dziękujemy za wszystko, a nagrodzonym serdecznie gratulujemy.


P.S
Zapytacie o Miksera. No cóż nie wyróżniony, ale nie jest łatwo zebrać dokumentacje do tej jego ciuchci. To w końcu nie „moja wina”.

kameraFilm


Galeria zdjęć


 
2011 WLKP Poznań - Inowrocław. © Powered by Mikser
Powered by Joomla 1.7 Templates