Koszalin 2013


koszlin13

Kolejny wyjazd tym razem w nadmorskie strony. Skład ustalony nieco wcześniej, na wyprawę wybrał się Marek, Jorzik i Mikser. Naszym kierowcą był jak zwykle Marek, jego doskonały zmysł orientacji w czasoprzestrzeni praktycznie zawsze pozwolił nam dotrzeć do ustalonego celu.

Umówiliśmy się na określone godziny, gdzie, kiedy i kto ma czekać. Marek ranny ptaszek, wyjechał wcześniej. Bynajmniej Mikserowi z rana zadzwonił telefon, nie budzik. Ekipa czekała już w umówionym miejscu. Tak więc Mikser bez kawy i w koszulce na lewą stronę pojawił się przy umówionej Biedronce. Szybki załadunek do auta i ruszyliśmy w drogę. 

Pogoda niestety nie rozpieszczała, od samego Poznania praktycznie lało. Jak wiadomo wszem i wobec Poznańska Kartonowa Pyra jest niepowstrzymana, żaden tam deszcz nas nie zniechęcił. Na dowód naszych zeznań mamy kilka fotek z trasy.

Marek skupił się na drodze, Mikser na sobie, a Jorzik bawił się w dj-a w międzyczasie trenując refleks, nawigacja bowiem biegała po desce rozdzielczej na każdym ostrzejszym zakręcie i wkrótce głównym zadaniem Jorzika było jej łapanie. Cztery godziny później w strugach deszczu dotarliśmy do Koszalina. Przeszkoda taktyczna w postaci hordy studentów paradujących po mieście została pokonana metodą objazdową i niedługo po tym byliśmy pod gimnazjum 11 gdzie odbywał się tegoroczny konkurs. 

Po doniosłym wejściu na salę naszym oczom ukazały się stoły z modelami, a wokół kręcili się sami modelarze. Po szybkim przywitaniu z uczestnikami Jorzika ogarnęło przerażenie. Nie ma okrętów!

Kiedy nieszczęście Jorzika przybierało na sile, któryś z organizatorów palcem wskazał schody. Okazało się bowiem, że frekwencja przeszła najśmielsze oczekiwania i konieczne było dostawienie stołów na piętrze. Okrętowcy mieli więc swój własny hol i tym samym wystawa stała się wielopoziomowa.

Kiedy puls Jorzika zwolnił wypakowaliśmy modele, obeszliśmy spokojnie stoły podglądając co nie co, nierzadko z nutką zazdrości. Wiele modeli przykuwało uwagę i ciężko było wyjść z podziwu dla umiejętności kolegów po fachu.

W lokalnym bufecie napiliśmy się kawy, chwila przerwy i przyszedł czas na zakwaterowanie się w miejscu noclegu. Ruszyliśmy więc w niedaleką trasę i po krótkim czasie udało się odnaleźć mieszkanie do spania. Przechwyciliśmy więc klucze uprzednio za nie płacąc. Jorzik starym zwyczajem przechwycił najwygodniejsze łóżko i tym samym procedura walki o legowisko dobiegła końca.

W drodze na salę wbiliśmy się na spotkanie rodzinne, Mikser bowiem w Koszalinie posiada tatę Wojtka który od 7 rano pichcił dwudaniowy obiad. Napełniliśmy brzuchy posiłkiem zapijanym colą z prądem i ruszyliśmy w kierunku wystawy.

Na miejscu okazało się, że sędziowie rozpoczęli sędziowanie, sala została zamknięta i tym samym Poznań wylądował w holu szkoły bez perspektyw na najbliższe godziny. Niedługo po tym usłyszeliśmy potężny rumor i hałas. Okazało się że to grupa ze Szczecina nadchodzi z genialnym pomysłem. Największy z Paprykarzy rzucił hasło: "idziemy na piwo!" Owszem, chcieliśmy się bronić, jednak przewaga liczebna Szczecina nie dopuściła nas do słowa i tym sposobem zaczęliśmy się integrować nieco wcześniej niż plan przewidywał.

Poznań usiadł więc przy jednym stole ze Szczecinem, a po zimnym piwie problemy terytorialne przestały mieć znaczenie. Dla porównania chcielibyśmy przedstawić przywódcę grupy z Poznania, oraz lidera grupy ze Szczecina. Oboje prezentują się mniej więcej tak:

Jak widać różnice są znaczące, nietrudno się domyślić kto nadawał tempa. Wkrótce dotarli pozostali uczestnicy i zabawa rozkręciła się na całego. Każdy integrował się jak tylko potrafił starając się dotrzymać kroku kompanom siedzącym obok. Spacery między stołami również były wskazane, tak więc w myśl zasady każdy w każdym umacnialiśmy przyjaźnie.

Żywiąc się paluszkami bawiliśmy się wyśmienicie. Przyjemny lokal z telewizorami pozwalał fanom piłki obserwować mecz. Nie zabrakło oczywiście dyskusji o modelarstwie wszelkiej maści. Marek wypił dwa kartony pomarańczowego soku, a Mikser z Jorzikiem... też wypili ;-)

Integracja nie miała końca, bawiliśmy się wyśmienicie, a zbiegiem czasu przyjaźń modelarska zamieniła się w wszechogarniającą miłość.

Jak widać na załączonych obrazkach modelarze to jedna wielka rodzina. W takiej atmosferze trwaliśmy jeszcze czas jakiś, ale jak wiadomo nic nie trwa wiecznie. W momencie kiedy grupie ze Szczecina załączył się tryb niezniszczalności Poznań zaczął się ewakuować.

Nieco wcześniej ustaliliśmy, że wymówką naszego wcześniejszego wyjścia będzie zmęczenie kierowcy. Z lekkimi oporami wypuszczono nas na kwaterę. Podobno zdołaliśmy tam dotrzeć, tylko dzięki Markowi, który niestrudzenie prowadził nas przez parki, krzaki i inne przeszkody. Do celu dotarliśmy całkiem szybko i niezwykle sprawnie.

Poranna pobudka odbyła się bez zakłóceń, obejrzeliśmy w telewizji Ziarno i zaczęliśmy przygotowywać do wyprawy na salę.

Na miejscu przywitali nas lekko zmęczeni koledzy. Zaczęliśmy zwiedzać zarówno bogato zastawione stoły jak i wszelkie atrakcje dodatkowe.

W holu były wystawione modele RC, a w gablotkach można było podejrzeć nieco historii. Handel również kwitł, a sprzedawcy zacierali ręce. Dominował głównie plastik, więc kartonowcy zaoszczędzili nieco grosza.

Kiedy tłumy oglądały wystawę niektórzy z nas relaksowali się w oczekiwaniu na ogłoszenie wyników. Był też czas dla fotoreporterów, czego owocem jest zdjęcie grupowe.

Zaraz po rozdaniu nagród, zabraliśmy się za pakowanie, zbieranie modeli ze stołów odbyło się bez zakłóceń. Pożegnaliśmy się więc z uczestnikami i zapakowaliśmy do auta. Droga daleka, jednak pogoda już zdecydowanie ciekawsza. Dotarliśmy więc bez zakłóceń do Poznania.

Impreza niezwykle udana, za co chcielibyśmy podziękować zarówno organizatorom jak i uczestnikom. Oczywiście mamy nadzieję przyjechać za rok.


kameraFilm




Galeria zdjęć



2011 WLKP Poznań - Koszalin. © Powered by Mikser
Powered by Joomla 1.7 Templates