Przeciszów 2012


przecisz12

Poznań do Przeciszowa wyruszył już w piątek, plotki głoszą że tylko po to aby zająć lepsze miejsca i zdobyć limitowane materace. To jednak niepotwierdzone informacje, a tak naprawdę droga daleka, opłacało się więc wyjechać dzień wcześniej.

Tradycyjnie już Marek wiózł nas, swoją Hondą z klimatyzacją i radiem odbierającym głównie czeskie stacje. Po drodze kilka przystanków na studiowanie mapy i rozprostowanie nóg.

Dojechaliśmy po zmroku bez większych problemów. Szybkie przywitanie na sali, ustawienie modeli i krótka podróż do miejsca noclegowego. Hotel w postaci sali gimnastycznej zapewnili organizatorzy, przystąpiliśmy więc do procedury pompowania materacy i budowania legowisk.

Zaraz po zdobyciu wcześniej wspomnianych materacy i szybkim wypakowaniu najpotrzebniejszych rzeczy udaliśmy się na pięterko. Wspólnie z wcześniej przybyłymi kolegami zaczęliśmy się... integrować ;)

Jako że większość z grupy WLKP ma nieco wprawy w integrowaniu się na imprezach modelarskich wszystko przebiegło bez zakłóceń. Wafle były suche, paluszki słone więc pić się chciało. Uzbrojeni we wszelkiego rodzaju napoje przystąpiliśmy do procedury umacniania przyjaźni i dyskusji o wszystkim prócz modelarstwa.

Integracja przebiegała bez zakłóceń, atmosfera fantastyczna o czym świadczą niewyspane twarze dnia następnego. W piątek poszliśmy spać około godziny trzeciej nad ranem i nie byłoby w tym nic złego gdyby ktoś nie wpadł na pomysł obudzenia wszystkich o godzinie dziewiątej.

Krótki spacer na sale wystawy przywrócił nas do życia. Niestety na przeszkodzie stanął przejazd kolejowy. Ze względu na zamknięte rogatki był nie do pokonania.

W oczekiwaniu na przejeżdżający pociąg próbowaliśmy nawiązać kontakt z własnym ciałem, żołądek Piranii niestety nie współpracował, natomiast Mikser kompletnie zapomniał gdzie i po co przyjechał. Jedynie Marek zachował trzeźwość umysłu i zaraz po podniesieniu rogatek bezpiecznie przeprowadził nas przez tory.

Dotarliśmy więc na sale gdzie powoli zjeżdżali się koledzy z całego kraju. Szybkie przywitanie i ruszyliśmy podziwiać prace modelarzy. Modeli całkiem sporo, było więc co podziwiać, a co jakiś czas dojeżdżało coś nowego. Oglądanie modeli było więc niekończącą się historią.

Marek z zazdrością podziwiał ilość dyplomów wiszących na ścianach, był tak zafascynowany dyplomami że sprawdzał nawet jakość mocowania wkrętów do ściany.

Po zwiedzeniu sali udaliśmy się na wykład znanego już wszystkim Waldemara Góralskiego. Zademonstrował genialne modele okrętów które sam tworzy w świecie grafiki komputerowej. Waldek był kompletnie trzeźwy więc połowa sali go nie rozumiała, nadrabiał jednak rzutnikiem który demonstrował jego genialne prace.

Zaraz po tym jak okręciarze pozbierali szczęki z podłogi udaliśmy się na wyśmienity obiad. Pirania po zupie pomidorowej nawiązał kontakt z żołądkiem więc zaraz po posiłku podreptaliśmy na salę. Gdzieś w połowie drogi główny sprawca całej imprezy postanowił nas podwieźć. Pyry podobno wozi się w bagażniku więc najbrzydsi z nas drogę na sale pokonali w skrajnie tylnej części samochodu.

Po rozprostowaniu nóg udaliśmy się na sale gdzie modele jak i uczestnicy imprezy były już w komplecie. Oglądaliśmy, dyskutowaliśmy i podziwialiśmy ogrom pracy włożonej zarówno w organizację imprezy jak i w modele poustawiane na stołach.

Po dokładnym obejrzeniu wszystkich prac i dokonaniu drobnych zakupów udaliśmy się ponownie do miejsca noclegu. Łukasz jako główny organizator zalecił nam intensywną integrację. Na miejscu zastaliśmy grupę z Wrocławia która zaciekle broniła swojego terytorium.

Nie zważając jednak na problemy terytorialne udaliśmy się na piętro gdzie zgodnie z zaleceniami organizotora integrowaliśmy się do późnych godzin nocnych.

Odrobinę zmęczeni, wspierając się wzajemnie pokonaliśmy schody w dół. Trafiliśmy wprost na sale która zamieniła się w chrapiący przytułek ;) Odnajdując własne śpiwory udaliśmy się na zasłużony odpoczynek.

Kolejny dzień to już tłumy zwiedzających, setki pytań do autorów modeli, zakupy i dyskusje na świeżym powietrzu.

Atrakcją dodatkową był pokaz sprzętu strażackiego oraz policyjnego. Co prawda straż nie dała pomachać toporkiem, a policja postrzelać, ale i tak było rewelacyjnie. Procedura zaprzyjaźniania się z mundurowymi przebiegała bez żadnych zakłóceń.

Największym zainteresowaniem cieszyła się oczywiście Pani policjantka którą serdecznie pozdrawiamy ;)

Zaraz po pokazach i wyśmienitym niedzielnym obiedzie nadszedł czas na rozdanie nagród. WLKP oczywiście z pustymi rękoma nie wróciło, ale o tym świadczą tabelki na stronie. Mikser z Markiem próbowali coś wygrać, okazało się jednak że sędziowie są kompletnie nieprzekupni. Honor grupy uratowały więc modele Piranii oraz Jorzika.

Totalnym hitem były znacznych rozmiarów plakaty przedstawiające okręty. Przepięknych prac nie dało się w żaden sposób zwinąć a ich pocięcie nie wchodziło w grę. Kartonowa pyra nie martwiłaby się o ten fakt gdyby nie to że Pirania wygrał jeden z plakatów.

W momencie wręczenia nagrody przez Waldka nasz kolega stracił miejsce w aucie. Nikt do Poznania nie chciał wracać nie tyle z nim co z jego nagrodą. Próba zmieszczenia plakatu do bagażnika spełzła na niczym, rozmiary plakatu pokonały Marka Hondę.

Jak na ironię całą sytuacje uratował główny sprawca zamieszania. Waldek zmotywowany chęcią powrotu do Poznania Marka samochodem znalazł rozwiązanie dowiezienia nagrody. Z własnym majtek wypruł gumę i niczym McGyver przymocował ją do uchwytów samochodu. Tym sposobem okrutnie zmęczeni i pełni podziwu dla organizacji imprezy dotarliśmy do Poznania.

Ogromne podziękowania za wspaniałą zabawę należą się zarówno organizatorom jak i modelarzom. Świetna impreza w Przeciszowie udała się znakomicie. Mamy też wielką nadzieję w przyszłym roku powtórzyć tę świetną zabawę.

A więc dziękujemy i do zobaczenia!

Ze względu na sporą ilość fotek galeria podzielona na dwie części. Zwróćcie więc na to uwagę podczas przeglądania ;)


Galeria zdjęć część I


2011 WLKP Poznań - Przeciszów. © Powered by Mikser
Powered by Joomla 1.7 Templates